Dlaczego 25 grudnia?
Previous Article
Old School - za co kochamy klasyczne motocykle?Next Article
baner-980px-x-90px
Aktualności
  • Zatrudnienie najwyższe od 1971Poziom bezrobocia w Wielkiej Brytanii jest najniższy od 11 lat, wzrosły również średnie płace. Obecnie zatrudnionych jest 31,81 miliona ludzi - o 560 tysięcy więcej niż rok temu. Dane wskazują także [...]
  • Parlament może zablokować BrexitBrytyjski parlament będzie jednak miał wpływ na Brexit. Rząd Theresy May już nie wyklucza przeprowadzenia głosowania w Izbie Gmin nad rozpoczęciem procedury wyjścia kraju z UE. Zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii [...]
  • Thatcher najgorszaMargaret Thatcher wyprzedziła Davida Camerona w niechlubnym rankingu na najgorszego premiera Wielkiej Brytanii. W plebiscycie przeprowadzonym przez związek pisarzy zajmujących się historią nie było gorszego polityka na czele brytyjskiego rządu [...]

Magazyn dla Dorosłych i Dzieci w Irlandii Północnej – zapraszamy do lektury!

Weather Report ,
0°C

…a my jesteśmy uzależnieni od muzyki!

Interlinia+- AWielkość czcionki+- Wydrukuj artykuł
…a my jesteśmy uzależnieni od muzyki!

Nie trzeba wiele, by spełnić swoje marzenia. Czasem wystarczy tylko spotkać odpowiednich ludzi i założyć zespół. Tak właśnie stało się w przypadku chłopaków z Chaos Alive, którzy będąc na obczyźnie postanowili razem grać dobrego rocka. Jak wygląda egzystencja przy akompaniamencie ciężkich gitarowych riffów? Czy warto iść pod prąd podążając za głosem serca? Poznajcie historię Andrzeja, Artura, Cezarego i Michała.

Nasz Express: Na początek opowiedzcie jak to się stało, że powołaliście do życia Chaos Alive?  

Andrzej: Wszystko zaczęło się ponad 5 lat temu. Gdy pracowałem w sklepie zobaczyłem gościa w koszulce Dream Theater, to był Artur. Od razu podszedłem do niego i po 5 minutach rozmowy powiedzieliśmy sobie wszystko o swoich preferencjach muzycznych. Od słowa do słowa okazało się, że Artur z kolegą ćwiczył grę na perkusji. Zaprosił mnie na próbę. Zagraliśmy cover Pearl Jam’u i poszło świetnie, było to coś, ten feeling w graniu. Każdy poczuł, że coś z tego może być.

Andrzej: Później zaczęły się regularne próby. Każdy przychodził z własnym pomysłem, dzięki czemu stworzyliśmy kilka fajnych instrumentalnych kawałków. Nie mieliśmy w ogóle wokalu, basisty. Były dwie gitary i perkusja. Kiedy Michał dołączył do nas…

Artur: …nabrało to jeszcze większego sensu. I tak od próby do próby. Jak to mówią, trening czyni mistrza. Do mistrzów nam jeszcze daleko, ale efekty było widać już wtedy.

NE: Co oznacza nazwa Waszego zespołu? Czy ma dla Was szczególne znaczenie? 

Artur: Nazwa nie jest przypadkowa. Nasz poprzedni zespół nazywał się Chaos And I. Chodziło o to, że na wokalu była wokalistka, która ma przepiękny głos. Pół Włoszka, pół Afrykanka z Zimbabwe. Chaos czyli my, a ona taka ostoja pięknego wokalu, stąd Chaos And I (chaos i ja). Aktualna nazwa wzięła się stąd, że Chaos przetrwał czyli Chaos Alive.

NE: Nic nie dzieje się bez przyczyny, lecz bez praktyki również niewiele można zdziałać. Czy z Polski przywieźliście ze sobą bagaż  muzycznych doświadczeń? 

Cezary: Chaos Alive to kolejny projekt, w którym śpiewam. Razem pracujemy nad utworami. Ja piszę wszystkie teksty, układam linię melodyczną. Chłopaki zajmują się stroną instrumentalną. To obecnie, natomiast sięgając wstecz, to na dobrą metę śpiewam od szóstego roku życia. Już wtedy miałem świadomość, że to właśnie chcę robić. Do ponownego śpiewania wróciłem w wieku siedemnastu lat, zakładając wraz z kumplem pierwszy zespół. Nazywaliśmy się Dump Corner (specjalnie pisane przez „u”), zagraliśmy parę koncertów. Na swoim koncie mam także kilka innych projektów, występy solowe, „przerwę muzyczną”, wygrany przegląd wokalistów z Dolnego Śląska, a nawet występ z Francuzką i jej grupą na Lazurowym Wybrzeżu.

Andrzej: Muzyka była obecna w moim życiu od zawsze. W Polsce grałem w dwóch zespołach. Pierwszy to grupa założona z kolegami w szkole średniej.  Po jej ukończeniu, każdy poszedł w swoim kierunku. Ja pozostałem wierny. Chciałem grać, więc szukałem kontaktów. Znalazłem kapelę, gdzie zaproszono mnie gościnnie do zagrania na WOŚPie. Graliśmy razem przez ładnych parę lat. Potem przyszedł moment wyjazdu zagranicę. Tu też sobie poradziłem, lecz to nie stało się z dnia na dzień. Minęły 4 lata, zanim poznałem Artura.

Michał: Ja też miałem założone dwa zespoły w Polsce. Moją pasją było granie na bębnach, chociaż pierwsza była gitara. Do grania na niej zainspirował mnie tata. W jednej kapeli grałem na bębnach, w drugiej na gitarze. Doświadczenie było dosyć duże. Scena, sława to przecież marzenie każdego muzyka. Antrim jest to małym miasteczkiem i dlatego prędzej czy później, musieliśmy się spotkać.

Andrzej: Rozniosło się pocztą pantoflową…

Michał: Muzyka przyciąga. Kocham bębny, ale kiedy tutaj przyjechałem, chłopaki byli już zgrani, jeśli chodzi o instrumenty. Nie chciałem mieszać im szyków i wchodzić jeszcze z perkusją. Miałem styczność z gitarą basową, znałem podstawowe dźwięki na gitarze solowej. Szybko stwierdziłem „dlaczego nie?”. Spytałem  – „czy mogę z Wami pograć?” W odpowiedzi usłyszałem – „dawaj od razu”.

Andrzej: Akurat brakowało nam basisty i Michał nie miał wyjścia…

Artur: Kiedy w wieku 15-stu lat dostałem gitarę, zaczęła się moja przygoda z graniem. Na początku uczyłem się grać na gitarze basowej i występowałem w punkrockowym zespole. Z uwagi na to, że nie było perkusistów i nie można było znaleźć nikogo pożytecznego, czasami rzucałem bas i siadałem za perkusję. Tak często się przesiadałem, że postanowiłem w końcu sprzedać bas i pozostać przy na perkusji. Później grałem w metalowym, a także w grunge’owym zespole. Wszystkie kapele coś wnosiły i dawały dużo motywacji do robienia czegoś  nowego. Na początku emigracji perkusja poszła w odstawkę, ale kiedy spotyka się na swojej drodze takich ludzi to…

Artur i Andrzej – …trzeba to wykorzystać (jednogłośnie).

NE: Czym zajmujecie się na co dzień? Czy „muzykowanie” jest Waszym pomysłem na życie,  czy jedynie sposobem na wyrażenie siebie, spełnieniem młodzieńczych marzeń?

Artur: Pracuję w firmie kurierskiej. Co daje mi muzyka? Muzyka jest odskocznią od rzeczywistości. To nie jest ucieczka, absolutnie nie chcę tak tego nazywać. To jest po prostu coś, co zawsze chciałem robić. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że robimy to, co nam w duszy siedzi. Staramy się nie naśladować innych kapel.

Andrzej: Ja natomiast pracuję w sklepie, w jednej ze znanych sieciówek. Jeśli chodzi o kwestię muzyki, to z jednej strony odskocznia, a z drugiej sposób na wyrażenie siebie. W tym, co robimy jest duży poziom artyzmu, kreatywności również. Bardzo doceniam, że mogę spotkać się z chłopakami i przelać swoje inspiracje. Marzę o tym, by kiedyś  było to moje jedyne zajęcie. Warto o to walczyć. Porównując siebie, nasze granie z poziomu wcześniejszego do obecnego stanu, to postęp jest ogromny. Z naszą poprzednią wokalistką graliśmy trochę łagodniej. Teraz mamy wokalistę i jest nieco ostrzej. To pokazuje, że jesteśmy elastyczni i czerpiemy ogromną przyjemność z grania.

Michał: Pracę mam podobną do Artura. Nie wyobrażam sobie dnia bez muzyki. Jadę samochodem i musi grać dobra, mocna muzyka. W domu jest podobnie. Ona po prostu musi być wszędzie. Jest częścią mojego życia, jego dopełnieniem, moim hobby. Lubię spędzać czas z muzyką, nie ważne w jakiej formie.

Cezary: Muzykowanie jest główną częścią mojego życia. Bez muzyki  po prostu umieram. Piszę też wiersze, kiedyś nawet zacząłem pisać książkę science fiction. Nie jestem gwiazdą, żeby zarabiać śpiewaniem na życie… Pewnie, że chciałbym, ale moja praca w równym stopniu daje mi satysfakcję.

NE: Można zatem o Was powiedzieć, że poza zwyczajną pracą jest coś jeszcze. Jest to pasja tworzenia wynikająca z potrzeby serducha? 

Andrzej: To jest nasza pasja, bo jednak od tych pięciu lat spotykamy się, robimy to, mamy zacięcie. Dużo też inwestujemy pod kątem finansowym, ale to jest oczywiście nieistotne.

Artur:  …jest nieistotne i w żaden sposób nie chce się zwrócić…

Andrzej: Dokładnie taka jest właśnie definicja. Każdy wydaje 5 tysięcy na sprzęt i jedzie 100 kilometrów, żeby zagrać za tzw. piwko. To tylko pokazuje jak bardzo nam zależy. Koszty nie mają znaczenia.

Artur: Pieniądze w tym wszystkim to jest tylko dodatkowy…

Artur i Andrzej: …przyjemny efekt uboczny…

Andrzej: Nic nie jest w stanie zastąpić tej adrenaliny, tego stresu motywującego, który jest, kiedy wychodzimy na scenę. To uczucie jest świetne, uzależniające. Podobnie sprawa ma się z biegaczami, oni uzależniają się od endorfiny, a my…

Michał – …a my jesteśmy uzależnieni od muzyki!

NE: Skąd czerpiecie inspirację twórczą do tworzenia muzyki? Czy jest ktoś na tyle inspirujący, że odciska piętno na Waszej twórczości? 

Cezary: Źródłem mojej inspiracji jest wyimaginowany świat, który istnieje w mojej głowie. Moimi idolami zawsze byli wspaniali wokaliści, tacy jak Ian Gillan, Rob Halford, Eric Adams.

Andrzej: Ciężko tak jednoznacznie wskazać na jedną osobę. Ja zaczynałem od bluesa, jazzu i funku. Kiedy poznałem Artura i Michała, zacząłem wchodzić na taki teren, którego aż tak dobrze nie znałem. Teraz właśnie wkręcam się w metal. Czerpię inspiracje z takich kapel jak Pantera, Sepultura, Dream Theater. Oczywiście słucham też nowych zespołów progressive. Nie są to jakieś autorytety, ale mają świetne brzmienie. Chcę nadal rozwijać się i poznawać nowe zjawiska związane z muzyką.

Artur: Ciężko mi wskazać na jednego artystę. Uwielbiam ciężkiego rocka, metal, thrash metal i progresywne dźwięki.

NE: Nad czym obecnie pracujecie? Czy w najbliższym czasie zamierzacie coś nagrać, wydać?  

Artur: Demówka i teledysk zostały nagrane na początku lipca w studio. Udało się nam też zagrać kilka koncertów, m.in. dwa w Dundalk w Republice Irlandii oraz jeden na Zlocie Motocyklistów. Czekamy, co się wydarzy. Ciężko jest się nam przebić. Bycie obcokrajowcami, wcale nam tego nie ułatwia. Cały czas jednak pracujemy nad nowymi kawałkami i nie poddajemy się.

Andrzej: Nagraliśmy trzy, najbardziej reprezentatywne dla naszego brzmienia numery. Pracujemy też nad około sześcioma kawałkami. Mam nadzieję, że do kolejnej sesji studyjnej będą gotowe.

NE: Co chcielibyście przekazać osobom, które dopiero raczkują na scenie muzycznej? 

Artur: Przede wszystkim, by nie bali się.

Andrzej: Nie poddawajcie się, nawet jeśli jesteście emigrantami, jak my. Róbcie to, co kochacie. Nigdy bowiem nie wiecie, czy pewnego dnia nie pojawi się obok was ktoś w koszulce Dream Theater… Najważniejsza jest pasja i miłość do dźwięków.

Cezary: Równie ważna jest ciężka praca i systematyczność. Sam ćwiczę swój głos codziennie. Ciągle doskonalę go, bo wiem, że wiele mi jeszcze brakuje do perfekcji. Krótko mówiąc, jeśli nie chcesz swojej pasji poświęcić każdej wolnej chwili, odpuść, to zadanie nie dla Ciebie.

Rozmawiała: Katarzyna Kiraga

Aktualny skład zespołu: Artur Piórkowski (Drums); Cezary Rojewski  (Vocal); Andrzej Meszyński (Lead Guitar); Michał Bandyk (Bass).

Facebook: Chaos Alive

0 komentarzy

Brak komentarzy Artykuł nie był jeszcze komentowany

Dodaj komentarz

Jako pierwszy Dodaj komentarz !

Only registered users can comment.

Artykuły

Old School – za co kochamy klasyczne motocykle?

Old School – za co kochamy klasyczne motocykle?   0

Myślę, że u większości z nas, widzących na ulicy stare motocykle zakręci się łezka w oku, tudzież pojawi się wymowny uśmiech! To właśnie na starych motorynkach, Komarach, WS-kach, Junakach... zdobywaliśmy [...]

Panel użytkownika

Aktualne wydanie Naszego Expressu

Zapisz się do naszego newslettera!

Banner
Banner
Banner
Banner

Znajdź nas na Facebook’u

error: Zawartość strony jest chroniona!