Co to jest Universal Credit?Previous Article
Pierwsze miesiące w PSU w NewryNext Article
Aktualności
  • Globalny Zjazd Polonii – Kongres 60 milionówWielkimi krokami zbliżamy się do kolejnej edycji Kongresu 60 Milionów, która tym razem odbędzie się w Londynie. Wydarzenie będzie miało miejsce w dniach 30 maja – 1 czerwca 2019 roku. [...]
  • Głosowanie za granicą w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019Obywatele polscy oraz obywatele Unii Europejskiej niebędący obywatelami polskimi stale zamieszkujący na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przebywający za granicą będą mogli zagłosować w obwodach głosowania utworzonych za granicą wyłącznie osobiście. Zgodnie z [...]
  • Felieton: Świąteczny koszyczek Babci TeddyWielkanoc już niebawem, więc nadszedł czas na przygotowanie koszyczka wielkanocnego, czyli popularnej święconki. Gdy tylko moje wnuki usłyszały, o szykowaniu koszyczka, zaczęły znosić mi zabawki, ukochanego misia, ulubioną lalkę, jajko [...]

Magazyn dla Dorosłych i Dzieci w Irlandii Północnej – zapraszamy do lektury!

Ale Meksyk w Belfaście!

Interlinia+- AWielkość czcionki+- Wydrukuj artykuł
Ale Meksyk w Belfaście!

Mimo internetowej burzy przed wydarzeniem, stand up Wojciecha Cejrowskiego pt. Ale Meksyk odbył się w Belfaście zgodnie z planem 15 września 2018. Bilety wykupione zostały na tydzień przed przedstawieniem. Cejrowski opowiadał o swoich podróżach do Meksyku oraz do innych krajów Ameryki Południowej, śmiechu było co niemiara. Zapraszamy do przeczytania wywiadu, którego udzielił Wojciech Cejrowski Naszemu Expressowi.

Nasz Express: Stand up Ale Meksyk opowiada o tym, co pana w Meksyku urzekło oraz o różnicach między Polakami a Meksykanami? A czy są jakieś podobieństwa między nami?

Wojciech Cejrowski: Wszyscy jesteśmy ułanami – Polacy i Meksykanie. Ułańska fantazja i ułańskie podejście do zabawy. Ale, ale… Ja przecież na moich stand-upach nie opowiadam ani o różnicach, ani o tym co urzekło, lecz po prostu rozśmieszam. Pani uważa inaczej?

NE: W Meksyku, w dżungli i w Arizonie czuje się pan dobrze. Lubi pan spokój, wyluzowany styl życia, wysokie temperatury, czy może jeszcze co innego?

WC: Właśnie to lubię: spokojnie siedzieć wyluzowany w wysokiej temperaturze. W Arizonie nikt mi się do niczego nie wtrąca, a gdyby nawet Trump przyjechał na posesję, mogę go nie wpuścić, lub puknąć śrutem. W Arizonie mam więc prawa, własność i wolność. W Meksyku też mam, ale tam muszę sobie prawa kupić za łapówki, a wolność wywalczyć, własności natomiast pilnować. Z kolei w dżungli nie obowiązują żadne prawa, własność nie istnieje, a wolność… człowiek stale podlega przymusowi przyrody – kiedy cię goni jaguar, wolność jest odległą teorią.

NE: W swoich programach raczej unika pan Europy, pana filmy dokumentalne są z Ameryki Południowej, Afryki. Dlaczego nie Europa?

WC: „Boso przez świat” to wesołe filmy z miejsc, które mi się podobają. Jeżdżę wyłącznie tam, gdzie mi dobrze. W Europie nie jest mi dobrze, bo lubię wolność osobistą, a tego tu nie ma. Na wszystko trzeba prosić o zezwolenie, nawet na wybudowanie sobie domu. Jeżdżę więc kręcić „Boso..” do Ameryk, bo tam mi dobrze.

NE: Czego Europa/Europejczycy mogą nauczyć się od mieszkańców Ameryki Południowej?

WC: Radzenia sobie bez pomocy państwa.

NE: Ma talent do zdobywania zaufania ludzi, pozwalają Panu na wiele, wyjmuje im Pan narzędzia z rąk, na rękach trzyma ich dzieci? Czy to kwestia praktyki? Specjalna technika? Czy może dar?

WC: Dar od Boga. Niezbędny jeżeli ktoś ma być antropologiem kultury i badać dzikie plemiona w terenie. To dar unikatowy – dlatego nie ma nas wielu. Są w Polsce jakieś profesory od antropologii, ale to teoretycy z biblioteki, a nie prawdziwi badacze w terenie. Malinowski jest nadal naszym największym antropologiem, a to już zaraz sto lat będzie od jego czasów.

NE: Co najbardziej zaskoczyło pana w dżungli? Czy są zjawiska, w które nie wierzy zachodni świat, a które są normalne wśród plemion?

WC: Zależy który świat pani ma na myśli. W latach 1940. zarówno w USA, jak i w Rosji prowadzono badania naukowe na temat telepatii. CIA oraz KGB chciały się komunikować ze swoimi agentami w terenie. Badania były naukowe i odkryto zjawisko, choć do dzisiaj nie potrafimy go wyjaśnić ani sztucznie indukować. Ale zbadano, że istnieje komunikacja… mentalna? Karmiące matki zamykano w puszce Faradaya, czyli w bunkrach. Przez ściany nie przechodziły żadne fale radiowe, ani dźwiękowe – nic. A jednak kiedy dziecko śpiące na zewnątrz bunkra się budziło, to jednocześnie budziła się matka zamknięta w bunkrze i wiedziała, że jej dziecko nie śpi tylko płacze. A w dżungli telepatia jest codziennością taką jak kichanie.

NE: Boi się pan szamanów? Próbował pan technik szamańskich albo wywarów z roślin?

WC: Boję się. I stosuję się do nauki Kościoła. W czary nie wolno się bawić, należy ich unikać jak ognia piekielnego. W Starym Testamencie Bóg zabrania czarów wprost, pod karą śmierci. I ja się do tego stosuję ściśle: nie stawiam tarota, nie noszę pierścieni atlantów i nie chodzę na czary do szamanów.

NE: Często ludzie pytają pana jak zdobyć fundusze na podróże i wtedy odpowiada pan „sprzedaj lodówkę i jedź” albo „zostań desperado, praca jest wszędzie”. Niewiele ludzi się na to decyduje. Czy naprawdę człowiek potrzebuje takiego poczucia bezpieczeństwa cały czas, że nie jest w stanie podjąć ryzyka i rozpocząć podróży?

WC: Nie wiem co tam inni, ale znam statystyki. Większość ludzi na planecie ziemia to niewolnicy. Nie krytykuję – stwierdzam. Niewolnik woli żyć bezpiecznie na niskim poziomie, ale pod opieką np. państwa socjalnego. Woli to, niż ryzykować życie na własny rachunek bez żadnego zabezpieczenia w formie socjalu. Dlatego jeszcze nie wszyscy wyjechali z Polski do Irlandii – bo do takiego wyjazdu trzeba sporo odwagi. A wracając do funduszy na wyprawy. Ja sam je sobie finansuję. Nigdy nie miałem sponsorów zawsze zarabiałem sam. Pierwszy biznes otworzyłem w szkole podstawowej i zatrudniałem kolegów. A potem to już poszło.

NE: Czy podróże kształcą czy odkształcają?

WC: Odkształcają. Człowiek wraca inny, lub nie wraca, lecz zaczyna mieszkać gdzie indziej.
A co do kształcenia to nie podróże to robią tylko życie. Człowiek się uczy nawet, gdy nie podróżuje.

NE: Czy można mówić o patriotyzmie żyjąc na obczyźnie jak my tu w Irlandii Północnej?

WC: A dlaczego nie? Paderewski nigdy nie miał polskiego paszportu, a przecież wielki patriota. Skłodowska cały dorobek naukowy we Francji, ale jednak pierwiastki promieniotwórczy nazwała Polon. Ja to ludziom tłumaczę tak. Do pewnego momentu mieszkasz z Mamą w domu rodzinnym. Potem się wyprowadzasz i zakładasz własny inny dom. Czy to oznacza, że nie kochasz Matki? Wyprowadzka z Polski, która jest naszą Matką, nie oznacza, że przestaliśmy kochać Ojczyznę. Po prostu zakładamy swoje domy gdzie indziej. I WOLNO kochać nową ojczyznę! Tak jak miłość do żony nie kłóci się z miłością do matki, tak miłość do Irlandii Północnej nie musi się kłócić z miłością do Polski. Polska moja matka, Arizona moja żona; a Amazonia kochanka…

NE: Jakie są dla pana najwyższe wartości w życiu?

WC: Najważniejszy cel życiowy: zbawienie duszy.

NE: A co z wolnością słowa, jakie ona ma dzisiaj znaczenie i czy nie zapędza nas w kozi róg, nie ogranicza nas?

WC: To wartość kolosalna i nie powinna być nigdy niczym ograniczona. Tak mamy w Ameryce, gdzie wolno głosić każde słowo, a odpowiedzią na słowa złe nie jest knebel, tylko więcej słów. W Ameryce nie ma pojęcia „mowa nienawiści” i nie wolno byłoby kogoś zamykać za słowa. Wolno lżyć, wolno kłamać, wolno mówić wszystko, a jak się komuś moje słowa nie podobają, to może mnie podać do sądu, ale wyłącznie PRYWATNIE, a nie ustawowo. Mnie się te nasze amerykańskie rozwiązania bardzo podobają i dlatego mieszkam w Ameryce. Tam nikt mnie nie zaknebluje.

NE: Czy przyjedzie Pan jeszcze kiedyś wystąpić w Irlandii i Irlandii Północnej?

WC: Ja jestem stand-up’er MEGA. Gram równolegle pięć różnych przedstawień, każde na bite dwie godziny śmiechu. Nie ma w Polsce drugiego takiego. W Ameryce też nie ma, mówiąc szczerze. Najwięksi artyści stand-up, raz na kilka lat robią jeden special na 2 godziny, a ja gram pięć takich speciali równolegle i robię to od lat. Chętnie znowu przyjadę Państwa ubawić.

Rozmawiała: Andrea Dymus

0 komentarzy

Brak komentarzy Artykuł nie był jeszcze komentowany

Dodaj komentarz

Jako pierwszy Dodaj komentarz !

Only registered users can comment.

Inne_Czytelnia

Polski grammar pod lupą!

Polski grammar pod lupą!   0

„Luknij przez ten łindoł czy mój kar stoi na stricie.” Takie językowe wariacje i dowcipy układano kiedyś o Polakach mieszkających w Chicago. W dzisiejszych czasach emigracja zmieniła nieco swoje oblicze, [...]

Panel użytkownika

Banner

Aktualne wydanie Naszego Expressu

Zapisz się do naszego newslettera!

Banner
Banner
Banner
Banner

Znajdź nas na Facebook’u

error: Zawartość strony jest chroniona!