Bajka o piekarzuPrevious Article
O trzech synach magaNext Article
Aktualności
  • PSS Belfast: 10 lat minęło jak jeden dzień…Pierwsza Polska Szkoła Sobotnia w Belfaście świętowała 2 czerwca 2018 Jubileusz 10-lecia . Tak podniosłą uroczystość zaszczycili swoją obecnością znamienici goście: The Lord Lieutenant of the Co Borough of Belfast, [...]
  • PSS Portadown: Żywe Lekcje HistoriiPodczas zajęć z historii Polski odwiedzili wirtualnie dom Mikołaja Kopernika i poznali miasto, z którego pochodził. Podczas wirtualnych wycieczek nasi uczniowie odwiedzili także Żywe Muzeum Piernika w Toruniu, Zamek i [...]
  • Portadown: Dzień Ziemi w Polskiej SzkoleJak co roku od wielu już lat uczniowie PSS im Janusza Korczaka w Portadown świętują Dni Ziemi włączając się w lokalny projekt ABC Council „Clean the World” oraz ,,Adopt the [...]

Magazyn dla Dorosłych i Dzieci w Irlandii Północnej – zapraszamy do lektury!

Weather Report ,
0°C

Bajka o lodowej Pani Jeziora

Interlinia+- AWielkość czcionki+- Wydrukuj artykuł
Bajka o lodowej Pani Jeziora

Było zimno. Świat stał się czarno-biały. Istniało tylko bezkresne nocne niebo i śnieżne zaspy. Zima królowała w pełni, a pozostałe pory roku odeszły w zapomnienie. Gdyby nie drzewa i domy wszystko wyglądałoby tak samo, a jednak pod zaspami kryło się coś więcej od zmrożonej, twardej gleby. Coś, co było piękne i niebezpieczne. Coś co trzymało wszystko, co żywe w uśpieniu pod grubą warstwą śliskiej powierzchni. Lód. Spowite nim było jezioro, które bezpieczne schronienie dało swej Pani.

Skrzypiały płozy lśniących sań należących do Luizy. Dziewczynka wracała do domu krocząc po śnieżnych zaspach na próżno szukając ścieżki. Sanki, które za sobą ciągnęła dostała w prezencie od swojego dziadka – utalentowanego rzemieślnika. Każda część tego wyjątkowego podarunku była wykonana przez jego własne ręce. Nic więc dziwnego, że Luiza uważała je za najcenniejszą rzecz jaką posiadała.

Podczas wędrówki zdarzyło się coś, co potem dziewczynce wydawało się jedynie snem. Coś zaskrzypiało pod jej stopami i Luiza prędko zorientowała się, iż stoi na zamarzniętym jeziorze. W jednej chwili instynktownie skoczyła na sanki, by odbić się od nich i wpaść na zaspę, pod którą (całe szczęście) znajdował się twardy grunt. Niestety jej sanki pochłonęło lodowate jezioro. Luiza nie zdążyła nawet wydobyć z siebie rozpaczliwego jęku, kiedy spod tafli wydobył się stłumiony, kobiecy głos. Był równie zimny, co temperatura jeziora.

– Kto śmie budzić mnie ze snu,
Co trwa przecie od lat stu?
Biada tobie śmiertelniku,
Poznasz mrozu czar bez liku!

Luiza cofnęła się na tyle, na ile było to możliwe w gęstej zaspie śniegu. Przed jej obliczem pojawiła się postać piękna i groźna zarazem. Nad pękniętą taflą lodu unosiła się postać kobiety ubranej we mgłę, o włosach spowitych polarną zorzą i oczach ze szkła. Przerażona dziewczynka padła na twarz i załkała:

– Ja nie chciałam jaśnie Pani!
Urwał się szlak moich sani,
W miejscu twojego spoczywania.
Przybliż mnie do ich odzyskania.

Pani lodowego jeziora spojrzała swym pustym wzrokiem w zapłakane oczęta Luizy. Uśmiechnęła się drwiąco i odrzekła niknąc pod powierzchnią lodu:

– Otrzyj mokre swe powieki,
Sanie będą tu na wieki
Jako kara twej głupoty,
Odejdź! Zanim wpędzę cię w kłopoty!

Luiza została sama, wśród mroźnego wiatru, płatków śniegu i nocnego nieba. Łzy przymarzały do jej policzków. Kiedy dotarło do niej co się stało, dziewczynka zerwała się na równe nogi i pobiegła prosto do domu dziadka, który był jedyną osobą zdolną uwierzyć w jej opowieść. Kiedy dziadek wysłuchał historii przejętej Luizy, zapalił fajkę, przyczesał swoją siwą brodę i wręczył swojej wnuczce okarynę.

– Graj dzieweczko jak najpiękniej,
Graj aż lodu lustro pęknie.
Lecz zapłakać ci nie wolno
Nic nie pytaj! Idź już pilno!

Usłuchała rady dziadka. Grała jak najpiękniej umiała. Kiedy grała śnieg przestał padać, wiatr wiać, a mróz szczypać w twarz. Luiza grała od wschodu do zachodu słońca i nadzieja zaczęła ją opuszczać, a łzy były bliskie do pojawienia się w jej oczach. I wtedy zdarzył się cud. Lód zaczął kruszeć, i głośny krzyk wydobył się spod jeziora:

-Przestań grać!
Daj mi spać!

Lecz Luiza nie poddała się. W końcu całe jezioro rozpadło się na milion kawałków, a twardej i śliskiej powierzchni ustąpiła płynna i czysta woda. Pani jeziora zniknęła, a dziewczynka poczuła ulgę i w tym samym momencie przestała grać. Kiedy wychyliła się, by spojrzeć w jezioro zobaczyła wypływające sanie. Wielka radość ogarnęła Luizę. Złapała je za sznurki i pociągnęła ku sobie. I znów biegła w stronę domu, przez zaspy, przez noc, aż ze zmęczenia padła na śnieg. Nie wiedziała ile minęło czasu, nie wiedziała czy był to sen. Ale dwie rzeczy były pewne: siedziała na swoich sankach, a w dłoniach trzymała okarynę.

Grzegorz Adamek

0 komentarzy

Brak komentarzy Artykuł nie był jeszcze komentowany

Dodaj komentarz

Jako pierwszy Dodaj komentarz !

Only registered users can comment.

Dla Dzieci

Szczepienia ochronne w Irlandii Północnej

Szczepienia ochronne w Irlandii Północnej   0

Szczepienia ochronne wzbudzają wiele emocji w dzisiejszym społeczeństwie. Szczepienia w Wielkiej Brytanii nie są obowiązkowe, jednak każde dziecko jest zapraszane na szczepienia do swojego lekarza GP. Według medycyny szczepienia to [...]

Panel użytkownika

Aktualne wydanie Naszego Expressu

Zapisz się do naszego newslettera!

Banner
Banner
Banner
Banner

Znajdź nas na Facebook’u

error: Zawartość strony jest chroniona!