Postrzyżyny i KosoplecinyPrevious Article
iPolak – podróżuj bezpieczniejNext Article
Aktualności
  • Wycieczka do Gdańska – Klub Fotograficzny WestcourtZ ogromną przyjemnością przedstawiamy wybrane zdjęcia zrobione podczas naszej wycieczki do pięknego Gdańska w lutym 2018. Członkowie naszego klubu pojechali do Gdańska w ramach corocznego programu zdobywania wiedzy na temat [...]
  • Wycieczkowo we Wrocławiu! PSS BelfastDwanaścioro dzieci w wieku 9-15 lat wybrało się na wycieczkę do Wrocławia zorganizowana przez Polską Szkołę Sobotnią w Belfaście. Emocji było co niemiara. Było gorrrącooo! Ale 30-stostopniowy upał nie przeszkodził [...]
  • Strażackie emocje w PSS Belfast"Płonące" emocje i "żarliwe" wrażenia mógł ugasić tylko strażak Michał wraz z brygadą z White Watch, Central podczas wizyty w PSS Belfast. Wszyscy uczniowie oraz nauczyciele mieli okazję poznać tajniki [...]

Magazyn dla Dorosłych i Dzieci w Irlandii Północnej – zapraszamy do lektury!

Weather Report ,
0°C

Gawęda o Sobótce

Interlinia+- AWielkość czcionki+- Wydrukuj artykuł
Gawęda o Sobótce

Znikają rok za rokiem prastare obrzędy ludu naszego, pozostają tylko szczątki dawnej ich świetności i bogactwa formy. Zapytywane nierez dziewczęta, czy tak lub owak u nich się dzieje, odpowiadają:’Matuś ta gadali, ze było, ale teraz juz nie tak’… Każdy rok niemal urywa po odrobinie z tych resztek i nadchodzi chwila, w której zwyczaje i obrzędy będą istniały tylko w niejasnej tradycji lub w książkach, jeżeli, rozumie się, zostaną zawczasu zebrane…” Szczęsny Jastrzębowski, 1891

Misterium miłości

Coraz cieplejsze dni nastają z upływem miesiąca czerwca, coraz dłuższe dni. Coraz dłużej króluje na niebie bóg Swarożyc, jasne Słońce dając siłę i życie wszystkiemu na ziemi. Oto bóstwo, którego narodziny i rozwój nasi przodkowie świętowali cyklicznie już od Szczodrych Godów przypadających w zimowe przesilenie, teraz zbliża się do ostatecznego zwycięstwa swojej chwały. A kiedy nadejdzie jego kulminacja, kiedy nastanie najkrótsza noc w roku, noc letniego przesilenia Słowianie celebrują najpiękniejsze chyba święto: święto życia i miłości – SOBÓTKA.

Różne nazwy temu świętu nadawano: Sobótka, Jarnocka, Kupalnocka, Wianki, Kupała, a po nastaniu wpływów chrześcijańskich Noc Świętojańska. To święto to nasze słowiańskie Walentynki, misterium miłości, jednak nie osadzone w przejmującym chłodzie zimy, a w samym sercu gorącego, jak sama miłość, lata.

Sobótka znaczy dokładnie tyle co „mały sabat”, bowiem kiedy ludzie o północy kończyli zabawę, na scenę wkraczały czarownice, oraz różne leśne widma i duchy pragnące również oddać cześć Słonecznemu Panu. Sobótka to czas początku i czas końca zarazem w wielkim Kole Natury. Ostateczne zwycięstwo Swarożyca nad ciemnością i śmiercią oznacza jednocześnie jego niechybne osłabienie, gdyż osiągnąwszy zenit musi obecnie zacząć ustępować miejsca siłom zimy, ciemności i śmierci.

Rytuały

Póki co jednak Sobótka oznaczała obfitość, zabawy, pląsy, była świętem miłości, jurności i młodości. W wigilię Sobótki młodzież zbierała się na pobliskich wzgórzach lub polach. Dziewczęta obowiązkowo z rozpuszczonymi włosami, na co dzień zaplatanymi w warkocze, co miało chronić ich urodę przez kolejny rok. Podążali za nimi i starsi gospodarze i gospodynie niosąc misy z jadłem na poczęstunek, by razem z młodymi cieszyć się dostatkiem lata.

Sobótkowe święto rozpoczynało rytualne skrzesanie ognia z drewna jesionu i brzozy. W obranym miejscu wbijano w ziemię brzozowy kołek, po czym zakładano nań jesionową piastę, koło ze szprychami owiniętymi smoloną słomą. Następnie obracano koło tak szybko, że w wyniku tarcia zaczynało się ono palić. Wtedy je zdejmowano i płonące toczono do przygotowanych nieopodal stosów, dzięki czemu szybko zajmowały się ogniem.

Główna rola w zabawie przypadała dziewczętom, to one pląsały wokół ognia, trzymając się za ręce w długim korowodzie, to one zawodziły przyśpiewki o miłości. Chłopcy trzymali się z boku nieco, rzucając od czasu do czasu dowcipami. Ten i ów wyrywał się od czasu do czasu do przodu, przeskakiwał płonący ogień, czasem przewracając się i tym samym wywołując huragan śmiechu, po czym wracał na miejsce. Starsi gospodarze przyglądali się młodzieży, rozmawiali z młodymi, żartowali, dodając im ochoty. Gospodynie dzieliły kołacz z miodem i kiełbasy.

Nie zapominano też o bogach, którym pierwsze kęsy kołacza, pierwsze krople miodu były ofiarowane rzuceniem w płomienie ognia. Tak samo magiczne ziele bylicy która chroniła przed wszelkim złem i odpędzała demony rzucano w ogień, młode dziewczęta przepasywały się nią, a bydłu wianki zeń wieszano na rogach. Bylica była też zielem świętym bogini Dziewanny, podobnie jak ziele dziewanny i dziurawca, która to bogini była opiekunką ognia sobótkowego, oraz na podobieństwo greckiej Artemidy panią lasów i zwierząt. W czas sobótki jednak była ona ucieleśnieniem płodnej Natury, młodszym i jaśniejszym obliczem Matki Ziemi w odróżnieniu od jej zimowej twarzy – Marzanny.

Romanse

Przy sobótkowym ogniu śpiewano pieśni opowiadające dawne mity słowiańskie, jak na przykład pieśń o boskich braciach Lelum i Polelum, ale większość z nich dotyczyła miłości. Dziewczęta wplatały w ich treść imiona własne łącząc je z imionami wybranych chłopców, dając im tym samym do zrozumienia, że im się podobają. Chłopcy mieli możliwość im tak samo pieśnią odpowiedzieć. Skoki przez ogień praktykowano zarówno w pojedynkę jak i w parach, dziewczyna z chłopakiem. Oczyszczająca moc ognia miała chronić ich zdrowie i przydać wigoru i płodności. Częstokroć para trzymała podczas skoku figurkę bożka miłości, przy czym należało uważać by nie wpadła ona podczas skoku w ogień, gdyż wróżyłoby to koniec ich miłości.

Gdy całkowita ciemność zapadała dziewczęta ze śpiewem ruszały w kierunku pobliskiej rzeki lub strumienia z przygotowanymi zawczasu wiankami uwitymi przez siebie, a chłopcy z dala podążali za nimi. Wianki uwite były z ziół magicznych, częstokroć wpinano weń świece, by z daleka widoczne były, po czym powierzano je falom. Poniżej biegu rzeki oczekiwali już chłopcy, którzy – czy to w tajemnym porozumieniu z dziewczętami, czy też liczący po prostu na łut szczęścia – próbowali wyłapywać wianki. Każdy, któremu się to udało, wracał do świętującej gromady, by zidentyfikować właścicielkę wyłowionej zdobyczy.

W owym czasie kojarzenie małżeństw należało do głowy rodu oraz starszyzny rodu i wynajmowanych przezeń zawodowych swatów. Ale dla dziewcząt, które nie były jeszcze nikomu narzeczone i pragnęły uniknąć zwyczajowej formy dobierania partnerów, noc Sobótkowa była wielką szansą na zdobycie chłopca, którego wybrały ich serca. W ten sposób dobrani młodzi mogli kojarzyć się w pary bez obrazy obyczaju, nie narażając się na złośliwe komentarze czy drwiny. Owej nocy przyzwalano im nawet na wspólne oddalenie się od zbiorowiska i samotny spacer po lesie.

Kwiat paproci

Przy okazji rzeczonego spaceru młode dziewczęta i młodzi chłopcy poszukiwali na mokradłach kwiatu paproci, wróżącego pomyślny los. Ów kwiat według legendy kwitnący tylko raz do roku, w ową najkrótszą noc miał być tak ukryty, że do odnalezienia go nadzwyczajnego szczęścia było trzeba. Ponadto strzegły go rozmaite nieprzychylne moce, które zwodziły na manowce poszukujących. Komu jednak kwiat paproci wpadł w ręce, ten mógł być pewny miłości i bogactwa w życiu.

Noc sobótkowa była nocą wróżb rozmaitych. Wróżono ze zrywanych w całkowitym milczeniu kwiatów polnych i z wody w studniach, wróżono z rumianku i kwiatów dzikiego bzu, z cząbru, ze szczypiorku, z siedmioletniego krzewu kocierpki, z bylicy i z innych roślin oraz znaków. Panny zbierały dziewięć rodzajów kwiatów, które włożone pod poduszkę miały sen wróżebny przynosić, w którym twarz przyszłego małżonka mogłyby zobaczyć. Był i inny sposób na zdobycie ukochanego chłopca. Dziewczyna pożądająca czyjegoś serca mogła w tajemnicy nago udać się w głębię lasu i w upatrzonym mrowisku zagrzebać zabitego nietoperza. Po dziewięciu dniach należało wrócić, wygrzebać objedzone kosteczki i wydostać z nich tzw. grabki, którymi chłopiec podrapany musiał się zakochać.

O świcie młodzi powracali do wciąż płonących ognisk, i jeśli nadal mieli się ku sobie, przepasawszy się bylicą, trzymając się za dłonie, skakali przez płomienie. Skok ów kończył obrządek przechodzenia przez wodę i ogień, i w tym jednym dniu w roku swojego czasu stanowił podobnie rytuał zawarcia małżeństwa. Wierzono powszechnie, iż osoby biorące czynny udział w sobótkowych uroczystościach, przez cały rok będą żyły w szczęściu i dostatku. Koło roku obróciło się, po radosnym tryumfie słonecznego Boga będzie można dostrzegać z dala pierwsze znaki powracającego chłodu. Ale do nastania całkowitych mroków i władzy bóstw zimy i śmierci jeszcze wiele dni upłynie, w których można będzie cieszyć się szczęściem lata i obfitością darów natury, jeszcze wiele dni świątecznych nastanie, pełnych wesela z płodów Matki Ziemi.

Noorul Ain Ur Rehman

0 komentarzy

Brak komentarzy Artykuł nie był jeszcze komentowany

Dodaj komentarz

Jako pierwszy Dodaj komentarz !

Only registered users can comment.

Obyczaje

Wycieczka do Gdańska – Klub Fotograficzny Westcourt

Wycieczka do Gdańska – Klub Fotograficzny Westcourt   0

Z ogromną przyjemnością przedstawiamy wybrane zdjęcia zrobione podczas naszej wycieczki do pięknego Gdańska w lutym 2018. Członkowie naszego klubu pojechali do Gdańska w ramach corocznego programu zdobywania wiedzy na temat [...]

Panel użytkownika

Aktualne wydanie Naszego Expressu

32372906_1832810557025112_8760833917688217600_n

Zapisz się do naszego newslettera!

Banner
Banner
Banner
Banner

Znajdź nas na Facebook’u

error: Zawartość strony jest chroniona!