Huragan w glorii i chwale! -Alex HigginsPrevious Article
Porady na raty: Co to jest payslip?Next Article
Aktualności
  • PSS Belfast: 10 lat minęło jak jeden dzień…Pierwsza Polska Szkoła Sobotnia w Belfaście świętowała 2 czerwca 2018 Jubileusz 10-lecia . Tak podniosłą uroczystość zaszczycili swoją obecnością znamienici goście: The Lord Lieutenant of the Co Borough of Belfast, [...]
  • PSS Portadown: Żywe Lekcje HistoriiPodczas zajęć z historii Polski odwiedzili wirtualnie dom Mikołaja Kopernika i poznali miasto, z którego pochodził. Podczas wirtualnych wycieczek nasi uczniowie odwiedzili także Żywe Muzeum Piernika w Toruniu, Zamek i [...]
  • Portadown: Dzień Ziemi w Polskiej SzkoleJak co roku od wielu już lat uczniowie PSS im Janusza Korczaka w Portadown świętują Dni Ziemi włączając się w lokalny projekt ABC Council „Clean the World” oraz ,,Adopt the [...]

Magazyn dla Dorosłych i Dzieci w Irlandii Północnej – zapraszamy do lektury!

Weather Report ,
0°C

Pogromca czternastu ośmiotysięczników – Jerzy Kukuczka

Interlinia+- AWielkość czcionki+- Wydrukuj artykuł
Pogromca czternastu ośmiotysięczników – Jerzy Kukuczka

„Zdobyć południową ścianę Lhotse, jeszcze tylko tę, potem nie będę, aż tak ekstremalne wspinać się.” To obietnica wolnego i wiecznego ducha Himalajów. Gigant zdobywał szczyty, igrając ze śmiercią. Ocierał się o mistycyzm, w szlachetnej i wysokogórskiej rzeczywistości skrył tajemnicę swojego istnienia.

Po co kończyć, skoro idzie tak dobrze?

Jerzy Kukuczka – człowiek, dla którego priorytetem było przezwyciężanie swojej słabości czy walka z własnym strachem. Przyszedł na świat 24 marca 1948 roku. Za życia został okrzyknięty mianem najwybitniejszego himalaisty XX wieku. Zdobył Koronę Himalajów w czasie o połowę krótszym niż jego poprzednik. Wystarczyło 7 lat, 11 miesięcy i 14 dni, by zdobyć 14 ośmiotysięczników. Na jedenaście szczytów wszedł nowymi drogami, siedem zdobył w stylu alpejskim, trzy po raz pierwszy zimą, jeden wierzchołek samotnie. Zdobył wszystko w stylu o jakim niejeden alpinista mógłby pomarzyć.

Oszałamiającego sukcesu małomównego i prostego mężczyzny ze Śląska nikt nie jest w stanie powtórzyć. Kolejno ten sam skromny elektromonter po szkole zawodowej w 1988 roku za genialne osiągnięcia został uhonorowany Srebrnym Medalem Orderu Olimpijskiego. Pytany o kontynuację swoich wypraw, twardo odpowiadał, iż „zaprzestanie byłoby zaprzeczeniem wszystkiego, co robił do tej pory.” Nie mógł zanegować samego sobie. Cechowała go ogromna wytrwałość i konsekwencja w dążeniu do postawionego sobie celu. „Nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.”

Zginął tragicznie 24 października 1989 roku na wysokości 8300 metrów. Wyprawa na Lhotse w Nepalu zapoczątkowała i zakończyła cykl jego wysokogórskich ekspedycji. Szybko przeszedł stopnie wtajemniczenia. Ze skałkowca nowicjusza przerodził się w wspaniałego alpinistę, zwieszając ekstremalnie wysoko poprzeczkę. „Był wspinaczem o ogromnej odporności psychicznej i fizycznej. Miał dużą rezerwę sił, co z kolei pozwalało mu zachować pogodę ducha w niemal każdej sytuacji górskiej.” Mówił Artur Hajzer, partner wspinaczkowy, z którym Kukuczka zdobył trzy ośmiotysięczniki.

Początkowe trudności, jak chociażby choroby wysokościowe czy poważne odmrożenia nie zwiastowały jego fenomenu. Okazał się czarnym koniem. Stał się jednym z głównych przedstawicieli złotych lat polskiego himalaizmu. Przypomnę, iż wspinaczka w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych była sama w sobie dość sporym wyzwaniem. Polscy wspinacze vel „ludowi wojownicy” radzili sobie znakomicie nie tylko z górskimi szczytami, lecz również z peerelowską, siermiężną rzeczywistością. By zebrać potrzebny fundusz na wyprawę konieczne były równie alpejskie kombinacje. Kukuczka oddawał się temu, co umiał najlepiej – działał na wysokościach. Jak wielu polskich alpinistów malował kominy. Czasami wystarczał jeden komin, kiedy indziej trzeba było pomalować pięć.

Pamięć ciągle trwa – jest wciąż żywy

Jerzy Kukuczka wspinał się nie dla poklasku, nie dla pieniędzy, lecz tak zwyczajnie – dla samego siebie, dla zaspokojenia własnej ambicji. Stawanie na najwyższym szczycie świadczyło o niesamowitej energii i sile niezwykłej osobowości. Gigantyczność gór solidnie zespolona z równie silnym charakterem i ambicją. „Mówiłem o zdobyciu szczytu, a przecież szczęście w górach składa się z dziesiątków małych szczęść, przeżywanych wiele razy w ciągu dnia. Pokonanie skalnego progu, wspaniała panorama przy bezchmurnym niebie, gorący posiłek w zacisznym namiocie, udany powrót do bazy, lawina która przeszła bokiem. Kiedy jestem już na dole, spoglądam w górę i myślę sobie: byłem tam. Czuję wtedy radość i ogarnia mnie spokój.”

Celebracja radości życia z górskimi pejzażami w tle to ryzykanctwo i niebezpieczeństwo, z nutą szaleństwa. To alpinizm jako zapierająca dech w piersiach opowieść o przekraczaniu granic człowieczeństwa. Poniekąd także egoizm w czystej postaci czy porzucanie rodziny i samorealizacja kosztem najbliższych. Pytania o sensowność tej morderczej walki z naturą pozostaną bez jednoznacznej odpowiedzi. Jedno nie ulega wątpliwości, dramatyczne decyzje są podejmowane zarówno na wysokościach jak na nizinach. Rodzina Jerzego Kukuczki akceptowała heroiczny wybór. Powroty na łono rodziny, do góralskiego domku letniskowego w Istebnej były czasem wyjątkowym. Azyl i podładowanie akumulatora na kolejne ekstremalne eskapady, które królowały wyłącznie w swoim naturalnym środowisku.

W domu było życie rodzinne i czas zarezerwowany dla rodziny. Cecylia Kukuczka niczym Penelopa wiernie czekała na męża. Po jego śmierci, w 1996 roku, w przysiółku Wilcze w Istebnej utworzyła Izbę Pamięci Jerzego Kukuczki. Objęła pieczę nad legendą wszech czasów, owianą mocno skrywaną tajemnicą. Mimo upływu lat tęsknota za współmałżonkiem nie gaśnie. Jerzy Kukuczka powraca niejednokrotnie we wspomnieniach. „W góry wyruszał, bo tam czuł smak wolności, bo to była jego pasja i niekończąca się przygoda. Nie lubił dzielić się swoimi przeżyciami z gór i podejrzewam, że zabrał ze sobą wiele tajemnic, których nigdy nie poznamy. Pozostały mi tylko piękne wspomnienia i pamięć, pamięć, która trwa bez końca.”

Katarzyna Kiraga

na zdjęciu: Artur Hajzer, Wanda Rutkiewicz i Jerzy Kukuczka, Annapurna 1987
foto: himalman.wordpress.com

0 komentarzy

Brak komentarzy Artykuł nie był jeszcze komentowany

Dodaj komentarz

Jako pierwszy Dodaj komentarz !

Only registered users can comment.

Nietuzinkowi Polacy

Kinga Choszcz: Malajka w życiowej podróży

Kinga Choszcz: Malajka w życiowej podróży   0

Po lazurowym niebie, na białym wielbłądzie mknie niewiasta. Tuląc w swoje ramiona dwie czarnoskóre dziewczynki osiąga pełnię szczęścia. Ta kobieta to Kinga, którą uskrzydliło marzenie. To odwaga determinująca egzystencję altruistki [...]

Panel użytkownika

Aktualne wydanie Naszego Expressu

Zapisz się do naszego newslettera!

Banner
Banner
Banner
Banner

Znajdź nas na Facebook’u

error: Zawartość strony jest chroniona!