Recenzja: Będzie bolało – sekretny dziennik młodego lekarzaPrevious Article
Głosowanie za granicą w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019Next Article
Aktualności
  • Globalny Zjazd Polonii – Kongres 60 milionówWielkimi krokami zbliżamy się do kolejnej edycji Kongresu 60 Milionów, która tym razem odbędzie się w Londynie. Wydarzenie będzie miało miejsce w dniach 30 maja – 1 czerwca 2019 roku. [...]
  • Głosowanie za granicą w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019Obywatele polscy oraz obywatele Unii Europejskiej niebędący obywatelami polskimi stale zamieszkujący na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przebywający za granicą będą mogli zagłosować w obwodach głosowania utworzonych za granicą wyłącznie osobiście. Zgodnie z [...]
  • Felieton: Świąteczny koszyczek Babci TeddyWielkanoc już niebawem, więc nadszedł czas na przygotowanie koszyczka wielkanocnego, czyli popularnej święconki. Gdy tylko moje wnuki usłyszały, o szykowaniu koszyczka, zaczęły znosić mi zabawki, ukochanego misia, ulubioną lalkę, jajko [...]

Magazyn dla Dorosłych i Dzieci w Irlandii Północnej – zapraszamy do lektury!

Polski grammar pod lupą!

Interlinia+- AWielkość czcionki+- Wydrukuj artykuł
Polski grammar pod lupą!

„Luknij przez ten łindoł czy mój kar stoi na stricie.” Takie językowe wariacje i dowcipy układano kiedyś o Polakach mieszkających w Chicago. W dzisiejszych czasach emigracja zmieniła nieco swoje oblicze, ale powody emigracji oraz pewne zjawiska pozostają wciąż te same. I tak też podobnych deformacji językowych u Rodaków pracujących w Irlandii Północnej nie trzeba długo szukać…

Ponglish – żywy język!

Guglować, lajkować, twitować, abdejtować apka, surfować – te słowa są już tak bardzo popularne w polskim języku, że przestaliśmy nawet zwracać uwagę na to, że pochodzą z języka angielskiego. Nowe technologie zmusiły nas do stworzenia tych terminów i tak już zostało. Tak to właśnie jest z językiem. Nowe okoliczności powodują mutowanie słów, zwrotów, fraz, a nawet całych zdań. Każdy język jest żywy i ulega ciągłym przemianom! Emigracyjne okoliczności bardzo temu sprzyjają, dlatego wśród Polonii łatwo o nowe twory, które czasem brzmią nieco śmiesznie, ale są zrozumiałe dla określonej grupy osób, obracającej się w tym samym środowisku.

Mam dzisiaj ofa, bo idę na szoping przed holidejem. Pojedziemy autobusem, weźmiemy dejtiketa. Przypomnij mi później, żebym jutro pogadał z superwajzorem o rocie. Chcę pracować w bank holidaya, potrzebne mi są już ołwertajmy.

Hybrydy językowe to słowa stworzone za pomocą łączenia dwóch języków na potrzeby swobodnego porozumiewania się. Slang, który powstaje na Wyspach, oparty jest na języku polskim, ale czerpie słowa i wyrazy z angielskiego, stąd jego nazwa Ponglish. Charakterystyczne dla tych hybryd jest spolszczanie wyrazów z obcego języka i dodawanie do nich polskich końcówek. Po dłuższym pobycie na emigracji Polak zaczyna mylić przypadki i dosłownie tłumaczyć przysłowia, powiedzenia i idiomy. Innymi słowy łatwiej jest czasem spolszczyć angielskie słowo, aby zostało zrozumiane w imigranckich sferach, niż użyć dopasowanego sztucznie polskiego zwrotu. 

Językowe nawyki

Dziś stoję na tilu i dostaję fajne tipy, a wczoraj na florze kastomer kłócił się o hajczera dla dziecka. Jest bizi, a ja mam brejka i idę na lancz. Zjem sobie burgera i czipsy. Jak wrócę to powiem menedżerce, żeby nie zapomniała mi dać dziś pejslipa. Muszę iść dziś do reveniu zmienić takskod.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego stosujemy obce słowa mówiąc po polsku, jest prosta. Cały dzień w pracy mówimy i myślimy po angielsku. Nie ważne jak dobry jest nasz angielski, ważne, że skupiamy się na doborze angielskich słów odpowiednich do sytuacji. Istnieją przecież wyrażenia właściwe tylko w określonych okolicznościach, a także takie, którym w języku polskim brak odpowiedników. Kiedy więc chwilę później opowiadamy znajomemu Rodakowi o wydarzeniach w pracy, ciężko nam zastąpić pewne wyrażenia polskimi słowami. Na przykład jak zastąpić słowo „busy”? Był ruch, miałem dużo pracy, ciągle coś się działo? Dużo łatwiej powiedzieć po prostu „było bizi”. Każdy polski imigrant zrozumie znaczenie tego zdania. Łatwiej powiedzieć, że mamy „ofa”, niż dzień wolny, prościej mówi się „ołwertajm” niż nadgodziny, czasami lepiej brzmi „bank holidej” niż święto państwowe/dzień wolny od pracy. Nasze lenistwo językowe zwykle wynika z próby szybkiego przekazu informacji, bez konieczności jej tłumaczenia z jednego języka na drugi.

Ciocia z Irlandii

Zostało mi trochę kaszu. Wsiądźmy w busa, bo jest trafik i jedźmy na lajtowy shopping. Tekstnij swojej dziewczynie, że spikniesz się z nią później. Będziesz wieczorem na skejpie? Muszę być później w domu, bo przyjdzie moja landlordka podpisać kontrakt.

Dla naszych rodzin w Polsce ten sposób mówienia brzmi zupełnie niezrozumiale, ale nam jeszcze trudniej przestawić się na zwykłą polszczyznę, bo wszystko wtedy brzmi inaczej.  Zdarza się, że Polacy uznają tą naszą nowomowę za chwalenie się tym, że mieszkamy za granicą, choć w większości przypadków nie ma to nic do rzeczy. Język, którego używamy określa nasze postrzeganie sytuacji, nowe zmutowane słowa są częścią naszego życia, bo określają naszą nową (lub już wcale nie tak nową) codzienność. Jak więc można do tej rzeczywistości użyć słów z innej? Kiedyś pogardliwie mówiło się, że przyjechała „ciocia z Ameryki i zapomniała polskiej mowy”, dziś będzie to „ciocia z Irlandii Północnej lub z Wysp”. 

Zabiegi związane z tworzeniem wyrazów hybrydalnych mogą mieć wpływ na język mówiony na stałe. Bardzo podatne na te językowe przemiany są także dzieci, one przecież nie mają szansy używać tych podstawowych polskich form sprzed mutacji, w ich zasobie słownictwa znajdzie się wyłącznie Ponglish. Jedni mówią, że ta odmiana języka pozostanie na Wyspach, inni, że Polacy zabiorą ją ze sobą do kraju. I nie pomogą tu ustawy o ochronie mowy ojczystej i lamenty językoznawców, bo ludzie mówią tak, jak im wygodnie. A czy to dobrze czy źle? Z jednej strony Ponglish i inne hybrydalne zmiany grożą zaniknięciem starych polskich zwrotów i słów. Po drugiej stronie szali są jednak pozytywne zmiany związane z uzupełnianiem języka i wzbogacaniem go o nowe słowa… Nie zapominajmy jednak o naszym pochodzeniu i o tym, że „Polacy nie gęsi, swój język mają”, szczególnie na emigracji szkoda byłoby stracić bogate dziedzictwo językowe, kulturowe, historyczne i obyczajowe, jakie niesie ze sobą polska mowa, zwłaszcza w towarzystwie dzieci aspirujących do bycia dwujęzycznymi.

Andrea Dymus

0 komentarzy

Brak komentarzy Artykuł nie był jeszcze komentowany

Dodaj komentarz

Jako pierwszy Dodaj komentarz !

Only registered users can comment.

Inne_Czytelnia

Recenzja: Będzie bolało – sekretny dziennik młodego lekarza

Recenzja: Będzie bolało – sekretny dziennik młodego lekarza   0

Książka wydana została w 2017 roku, jako reakcja na dość ostro wypowiedzianą opinię brytyjskiego ministra zdrowia na temat współczesnych lekarzy. Według mężczyzny zdecydowana większość służby zdrowia jest chciwa i niesłusznie [...]

Panel użytkownika

Banner

Aktualne wydanie Naszego Expressu

Zapisz się do naszego newslettera!

Banner
Banner
Banner
Banner

Znajdź nas na Facebook’u

error: Zawartość strony jest chroniona!