Pierwsze warsztaty z Bluebird Art Pictures zakończone!Previous Article
Faraway, a jednak blisko!Next Article
Aktualności
  • PSS Belfast: 10 lat minęło jak jeden dzień…Pierwsza Polska Szkoła Sobotnia w Belfaście świętowała 2 czerwca 2018 Jubileusz 10-lecia . Tak podniosłą uroczystość zaszczycili swoją obecnością znamienici goście: The Lord Lieutenant of the Co Borough of Belfast, [...]
  • PSS Portadown: Żywe Lekcje HistoriiPodczas zajęć z historii Polski odwiedzili wirtualnie dom Mikołaja Kopernika i poznali miasto, z którego pochodził. Podczas wirtualnych wycieczek nasi uczniowie odwiedzili także Żywe Muzeum Piernika w Toruniu, Zamek i [...]
  • Portadown: Dzień Ziemi w Polskiej SzkoleJak co roku od wielu już lat uczniowie PSS im Janusza Korczaka w Portadown świętują Dni Ziemi włączając się w lokalny projekt ABC Council „Clean the World” oraz ,,Adopt the [...]

Magazyn dla Dorosłych i Dzieci w Irlandii Północnej – zapraszamy do lektury!

Weather Report ,
0°C

Poświęcić się dla rodziny…

Interlinia+- AWielkość czcionki+- Wydrukuj artykuł
Poświęcić się dla rodziny…
Related Articles

Najpierw tęsknią za nieobecnym rodzicem w Polsce, kontaktują się z nim tylko przez internet. Potem trafiają do obcego kraju, są zmuszone nauczyć się nowego języka, przeżywają dramatyczne chwile w szkołach, nie mogą się przystosować. W końcu jednak wzmocnione takimi przeżyciami w młodym wieku, podnoszą się o własnych siłach i radzą sobie lepiej niż rówieśnicy. Ale wciąż czują niedosyt…

 

Rodzic za granicą, dziecko w Polsce

 

„Mama pracowała w Belfaście dwa lata zanim ściągnęła mnie do siebie. Przez ten czas widziałyśmy się może trzy razy. Było mi bardzo ciężko, na szczęście mogłyśmy się kontaktować przez Skype i telefon, ale też nie od razu. Przez pierwszy rok ani mama, ani ja nie miałyśmy komputerów, więc rozmawiałam z nią tylko telefonicznie. Gdy przyjechała pierwszy raz do Polski nie poznałam jej na lotnisku, ale jak już rzuciłam się jej na szyję to nie chciałam jej puścić.” – mówi Oliwia, lat 12.

 

Scenariusz typu rodzic jedzie na Wyspy zarobić, a dziecko zostawia za sobą w Polsce, by kilka lat później ściągnąć je do siebie, jest bardzo popularny. To bardzo logiczne rozwiązanie. Jadąc w nieznane rodzice wolą nie zabierać ze sobą swoich pociech, bo nie wiedzą co ich tam spotka. Tymczasowo osierocone dzieci radzą sobie różnie, tęsknią, ale muszą żyć dalej.

 

„Mój tata przyjechał w 2004 roku. Bez niego w Polsce było trudno, brakowało go. Tata wyjechał przed urodzeniem braciszka, przyjechał gdy Antek się rodził, a potem pojechał znowu. Cały czas byliśmy z tatą w kontakcie przez telefon. Na Święta tata nie przyjeżdżał, bo bilety były za drogie, ale przyjeżdżał na urlop w innym czasie.” – mówi Michalina, lat 14. „Nie widziałem mamy na żywo 4 lata, tylko na ekranie komputera. Czasami myślałem, że mnie zostawiła na zawsze. Miałem problemy w szkole, bo nie chciałem się uczyć, uciekłem nawet raz z domu. Bardzo mi jej brakowało!” – dodaje Tomek, lat 13.

 

Do szkoły marsz!

 

„Przyjechałam do Belfastu pół roku temu. Na początku nie mogliśmy dla mnie znaleźć szkoły, bo we wrześniu wszystkie były już pełne. Musieliśmy zgłosić, że nie mam gdzie iść do szkoły i w końcu udało mi się dostać do najbliższego Malone College. Trafiłam do niższej klasy, żeby poduczyć się najpierw angielskiego. Pierwsze dni były trudne, niektórzy śmiali się, że jestem Polką. W listopadzie płakałam przed pójściem do szkoły, musiałam chodzić do psychologa. Na szczęście miałam w szkole koleżankę, którą poznałam zanim zaczęłam chodzić do tej szkoły, tylko że przydzielili nas do różnych klas pod pretekstem szybszej nauki języka. Było mi źle w tej klasie gdzie byłam i chciałam się przenieść do tej klasy koleżanki, ale to ją przenieśli do mnie. Wtedy obie cierpiałyśmy i w końcu przenieśli nas z powrotem do tamtej klasy.” – opowiada Faustyna. „Ale nauczyciele bardzo mi pomagają, jak mam jakiś problem to zawsze mogę zapytać, mam też dodatkowe zajęcia z angielskiego w poniedziałki, na których dużo rozmawiamy i tłumaczymy.”

 

Według psychologów udział rodziców i nauczycieli ma kluczowe znaczenie w procesie integracji dzieci z otoczeniem. Dzieci często wyjeżdżają z Polski wbrew swojej woli. Nie chcą opuszczać przyjaciół, szkoły i codziennych zajęć. Oderwane od swojego środowiska mogą przeżyć szok i być negatywnie nastawione do szkoły. „Dzieci potrafią być okrutne – mówi psycholog z Polish Psychologists` Club – a są przecież bardziej wrażliwe niż dorośli.”

 

„Jak zaczęłam chodzić do szkoły to nie mogłam się z nikim zaprzyjaźnić, bo nawet słowa nie znałam po angielsku. Poza tym na początku miałam straszną tłumaczkę, która mnie wyzywała. Doszło do tego, że płakałam jak miałam iść do szkoły. A teraz uważam, że lepiej nie mieć tłumaczki, bo można się szybciej nauczyć języka.” – dodaje Oliwia. „Moja pierwsza nauczycielka traktowała mnie jak niepełnosprawną. Nie pozwalała mi na nic, na lekcjach kolorowałam obrazki, zamiast robić zadania. Na przerwach zostawiała mnie na placu zabaw dla małych dzieci.”

 

Im człowiek młodszy, tym szybciej się uczy i łatwiej się przystosowuje. O wiele trudniej zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu nastolatkom, którzy nie znają języka. Osamotnienie, żarty kolegów, odrzucenie, brak przyjaciół i kontaktów z rówieśnikami w czasie wolnym może obniżać samoocenę, powodować depresję, zamknięcie dziecka w błędnym kole, z którego trudno potem wyjść.

 

„W szkole na początku była tragedia, wcale nie kontaktowałam się ze światem, nie wiedziałam jak mam się porozumiewać, ale dzieci były dla mnie miłe. Miałam 8 lat i byłam na tyle mała, że byłam dla lokalnych dziewczyn atrakcją – dla nich to była frajda, że miały koleżankę obcokrajowca w klasie.” – mówi Michalina. „Ja też byłem atrakcja, tyle że do kopania, bicia i głupich żartów. Jak tylko nauczyciele się dowiedzieli, starali się mi jakoś pomóc, ale niewiele mogli zrobić.” – dodaje Tomek.

 

Przyszłość polskich dzieci!

 

Dzieci na emigracji odnajdują w sobie zadziwiająco dużo siły, muszą uporać się z wieloma problemami, na które nie byłyby narażone w Polsce, ale dzięki temu umieją się podnieść i niejednokrotnie są lepsze w nauce od swoich rówieśników. „Teraz mam przyjaciółki, chodzę do koleżanek na przyjęcia urodzinowe, w szkole dobrze sobie radzę. Mam fajne nauczycielki. Wybrałam sobie nową szkołę.” – mówi Oliwia. „Teraz już wszystko rozumiem po angielsku i mogę wszystko powiedzieć.” – dodaje Michalina. Dziewczyny dobrze się uczą, ale narzekają na poziom nauki.

 

„Czasami chciałabym się więcej nauczyć, ale na lekcjach zaczynamy jakiś temat i robimy go bardzo pobieżnie. Kiedy już mnie coś zainteresuje to okazuje się, że to koniec tego tematu, w nic nie można się zagłębić. Tu są lepsze metody, ale poziom nauki jest dużo niższy niż w Polsce.”- dodaje Michalina. „Myślę, że w Polsce jakbym miała chodzić teraz do szkoły nie dałabym sobie już rady, bo tam jest dużo wyższy poziom nauki. Nawet na początku bez języka angielskiego z matematyki byłam tutaj od razu najlepsza.” – mówi Oliwia.

 

„Lubię się uczyć, w Polsce było więcej nauki i to mi się bardziej podobało. Tutaj poziom jest bardzo niski, na lekcjach się nudzimy. Jakbym miała wybierać to w przyszłości wolałabym mieszkać w Polsce, w końcu jestem Polką. Ale na razie żeby być z rodziną trzeba czasami pewne rzeczy poświęcić.” – mówi Faustyna.

 

Andrea Dymus

0 komentarzy

Brak komentarzy Artykuł nie był jeszcze komentowany

Dodaj komentarz

Jako pierwszy Dodaj komentarz !

Only registered users can comment.

Inne_Czytelnia

Noc Kupały, Wianki, Sobótki, Kupalnocka i Palinocka

Noc Kupały, Wianki, Sobótki, Kupalnocka i Palinocka   0

Koniec czerwca w tradycji naszego kraju, obfituje w różne święta, w tym roku kobiety z Siostrzanego Kręgu Kobiet „Powrót do Źródła” działającego w Belfaście wymarzyły sobie, tradycyjne słowiańskie obchody Nocy [...]

Panel użytkownika

Aktualne wydanie Naszego Expressu

nasz express lipiec_donE.indd

Zapisz się do naszego newslettera!

Banner
Banner
Banner
Banner

Znajdź nas na Facebook’u

error: Zawartość strony jest chroniona!