Superfood sposobem na długowieczność?Previous Article
Superfood rodem z Polski, cz. 1Next Article
baner-980px-x-90px
Aktualności
  • Polski Konsulat w Belfaście otwarty!16 listopada 2017, dzięki wsparciu ministerstwa Spraw Zagranicznych, powstała pierwsza polska placówka konsularna w Irlandii Północnej, której przewodniczy Konsul Dariusz Adler. Konsul opowiedział nam krótko o konsulacie. Nasz Express: Gdzie znajduje [...]
  • Dzień Babci i Dziadka w PSS Belfast 2018Dzień Babci i Dziadka to niesłychanie ważne święto dla każdego wnuczka. Dzieci mają wtedy okazję do wyrażenia swojej miłości oraz wdzięczności kochanym babciom i dziadkom. Dlatego w Polskiej Sobotniej Szkole w [...]
  • Styczeń w PSU NewryPierwsze zajęcia w Nowym Roku to oczywiście wspomnienia i opowieści o świątecznym, słodkim lenistwie i prezentach. Trudno było wrócić do szkolnej rzeczywistości. Ale było warto! Aktywny styczeń! Grupa maluszków poznała wiersz J. [...]

Magazyn dla Dorosłych i Dzieci w Irlandii Północnej – zapraszamy do lektury!

Pozytywna destrukcja czyli Zespół COMA w Belfaście!

Interlinia+- AWielkość czcionki+- Wydrukuj artykuł
Pozytywna destrukcja czyli Zespół COMA w Belfaście!

Na początku października łódzki zespół COMA zagrał koncert w Belfaście. Zagrali mieszankę swoich utworów po polsku i po angielsku dla publiczności w centrum muzycznym OhYeah. Lider zespołu Piotr Rogucki i perkusista Adam Marszałkowski (Marszałek) udzielili wywiadu Naszemu Expressowi.

Andrea Dymus: Jaki repertuar zagraliście podczas koncertu w Belfaście?

Rogucki: Zagraliśmy mix. Nagraliśmy 4 albumy, ostatni 4 lata temu, więc jakiś czas już gramy mix naszych utworów na scenie, czasem w innych aranżacjach, np. orkiestrowych. Zawsze staramy się różnicować repertuar, żeby cały czas mieć stymulację muzyczną. Zawsze przed koncertem sprawdzamy ile miejscowych mieszkańców kupiło bilety. Jeśli się okazuje, że jest ponad 30 osób lokalnych, to gramy trochę więcej po angielsku, ale większość jednak po polsku. Mamy anglojęzyczne płyty i okazuje się, że mamy też anglojęzycznych fanów, nie związanych z Polonią i oni rzeczywiście na te koncerty przychodzą. Największa cyfra do tej pory była w Dublinie. Chcemy im dawać utwory po angielsku, ale część z nich informuje nas później, że polskie kawałki też im odpowiadają, że język nie ma znaczenia – liczy się energia. Natomiast nie wiedzieliśmy w Belfaście ile osób będzie lokalnych z tych 150 osób, które kupiły bilety.

AD: Od kilku lat próbujecie grać dla zagranicznej publiczności. Jak to idzie? Jak jesteście odbierani?

Marszałek: Próbujemy to jest dobre słowo. W Polsce już zagraliśmy wszędzie, gdzie mogliśmy zagrać. Najwyższy czas, żeby spróbować trochę dalej. Raz idzie lepiej, raz gorzej, nie poddajemy się…

Rogucki: …ale nie mamy ciśnienia na karierę zagranicą. Chcemy po prostu nie grać tylko i wyłącznie w Polsce i okazuje się, że tych możliwości jest sporo. Korzystamy z nich, dodaje to zespołowi polotu.

AD: Czy to znaczy, że w Polsce już wszystko osiągnęliście?

Marszałek: To jest śmiała teza. Zbyt śmiała.

Rogucki: Nie dostaliśmy jeszcze Bursztynowego Słowika…

AD: A co jest w takim razie miarą sukcesu zespołu?

Rogucki: No właśnie. Osiągnęliśmy bardzo dużo, bo mamy fanów, którzy przychodzą na nasze koncerty i nawet jeśli czasami dajemy im powody do zwątpienia, to na jakiś czas od nas odchodzą, ale potem znowu wracają i to jest największy sukces, jaki można odnieść, mieć przez tak długie lata frekwencję na koncertach.

AD: Jesteście czasami kontrowersyjni. Macie nawet antyfanów, nawet na Facebooku jest takie konto antyfanowskie. Przejmujcie się tym?

Rogucki: Kiedyś bolało mnie, że jest taki nurt hejtu, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że hejterzy, którzy spędzają godziny na wylewanie żółci na to, co robimy są również w jakiś sposób naszymi fanami. Są większymi fanami niż fani. Żaden z naszych pozytywnych fanów, nie spędza tyle czasu, żeby zakładać specjalne strony w internecie, żeby pisać listy, recenzje czy wrzucać zdjęcia z komentarzami, jak antyfani. Więc widocznie im na nas zależy, jesteśmy dla nich ważni. To pozytywny rodzaj destrukcji.

Marszałek: W dobie internetu taka stymulacja negatywna funkcjonuje już jakiś czas, nie tylko my padamy ofiarą hejtu.

Rogucki: …ale ja bym tego nie definiował jako bycie ofiarą – ludzie w ten sposób pokazują swoje emocje, uczucia, trzeba znaleźć do tego dystans. Oni nie potrafią inaczej uregulować swojej emocjonalności. Jest im to potrzebne, a my jesteśmy poza tym. Dla nas nie jest najważniejsza opinia jak kiedyś, gdy zastanawialiśmy się nad tożsamością zespołu, teraz dla nas najważniejsze jest robienie nowych rzeczy, materiału, działanie w swojej materii. A ci, którzy mają to odbierać, będą to robić pozytywnie albo nie, nie mamy na to wpływu. Najważniejsze, żebyśmy byli uczciwi wobec siebie w pracy, którą wykonujemy, a to co dzieje się dalej, to już inna sprawa.

AD: Jesteście szczerzy na koncertach i w swojej muzyce, czy to jest powód sukcesu zespołu COMA?

Marszałek: Ktoś mnie już kiedyś zapytał, jaki jest powód sukcesu COMy, ale chyba po prostu muzyka rockowa otwiera pole do szczerości wypowiedzi tego, który jest na scenie…

Rogucki: …to też jest warsztat, który posiedliśmy, bo zespół COMA opiera swoją działalność na występach scenicznych, bardziej niż na dokonaniach studyjnych. Nasza twórczość i działalność rozwinęła się z kontaktu z publicznością, a nie z przesiadywania w studio. Dopóki trzymamy się tego charakteru i priorytetu, jakim jest kontakt z ludźmi i ich satysfakcja, to wszystko idzie w dobrym kierunku. Ale to nie znaczy, że wszystko robimy pod publiczkę. Stawiamy naszym fanom zadania i próby, ryzykując tym samym naszą popularność, ale póki co się udaje…

AD: Trochę z innej beczki. Co myślicie o emigracji z Polski, o tym ile ludzi wyjechało i jaka jest ich przyszłość?

Marszałek: Myślimy, że wyjedzie jeszcze więcej! Rozmawiamy z ludźmi na temat ich planów i jest bardzo różnie…

Rogucki: …większość nie chce wracać.

AD: Co możecie powiedzieć Polakom w Irlandii Północnej i czytelnikom Naszego Expressu?

Rogucki i Marszałek: Pozdrawiamy wszystkich czytelników i do zobaczenia w kraju… w tym albo w tamtym… albo na Boże Narodzenie w Polsce.

Rozmawiała: Andrea Dymus

Play

Foto: Lukasz Judziejewski

0 komentarzy

Brak komentarzy Artykuł nie był jeszcze komentowany

Dodaj komentarz

Jako pierwszy Dodaj komentarz !

Only registered users can comment.

Artykuły

Dzień Języka Ojczystego i nasze błędy językowe!

Dzień Języka Ojczystego i nasze błędy językowe!   0

21 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego czyli święto ustanowione przez UNESCO w 1999 roku, aby wspierać ochronę różnorodności językowej jako dziedzictwa kulturowego. To także okazja do podnoszenia świadomości językowej, [...]

Panel użytkownika

Aktualne wydanie Naszego Expressu

Zapisz się do naszego newslettera!

Banner
Banner
Banner
Banner

Znajdź nas na Facebook’u

error: Zawartość strony jest chroniona!